Reklama futbolu i premierleague

Kocham raty zero procent! – usłyszałam z ust kolegi. Miło usłyszeć zapewnienia o uczuciach z ust płci męskiej, czemu jednak emocje te kieruje do procentów? Odpowiedź była zaskakująca – Kobieto! Czy Ty naprawdę nie wiesz, że najsilniejsza liga w Europie najlepiej prezentuje się w 50 calach? To zabrzmiało jak reklama futbolu i premierleague. 

I tak oto, premierleague zaprowadziło nas do sklepu z telewizorami. Wśród korytarzy czarnych, srebrnych, dużych i małych nośników obrazu, dreptałam w pokorze za kolegą myśląc nieustannie – przecież to tylko liga angielska. Czy te wspomniane cale, są naprawdę takie niezbędne? Nie chcąc studzić entuzjazmu kibica, zachwycałam się każdym wskazywanym przez niego telewizorem. Gdy już wybrał „ten! Tylko ten!” i w pocie czoła wprowadził w progi domu, zaproponował mi wspólne śledzenie relacji na żywo.

Zgodziłam się. Piłka nożna nie należy do moich ulubionych dyscyplin sportowych, ale gwiazdy futbolu, o których piszą kolorowe czasopisma, są mi znane, więc czemu nie? I usiedliśmy. Na twarzy kolegi widać było przejęcie czy nawet wzruszenie jak oglądał premierleague. Trochę znudzona zaproponowałam mu herbatę i co usłyszałam? – Dziękuję, ale liga angielska w telewizji w zupełności mi wystarcza.

Dodaj komentarz