Konie, dzwonki i ładna pogoda

Tegoroczny sylwester był zaplanowany w szczegółach. Właściwie ubiegłoroczny powinnam już powiedzieć. A jeszcze, ku ścisłości, to zaplanowany był dla mnie, ale nie przeze mnie.

Dla mnie stanowił on całe pasmo niespodzianek. A któż nie lubi takich niespodzianek. Zostałam spakowana przez męża i wpakowana do pojazdu, bez żadnego zbędnego słowa. Niewiarygodne, ale mój mąż nie zapomniał spakować niczego, co mogłoby być mi potrzebne. Sylwester mieliśmy spędzić na góralskiej biesiadzie pod Zakopanem. Pogoda według prognozy w internecie była rewelacyjna. Nasi gospodarze mieli  w planach wiele rozrywek dla mieszczuchów, aby przybliżyć im, czyli nam, trochę góralskiej kultury.

Między innymi zostaliśmy zabrani na wielki  kulig oczywiście ciągnięty przez konie. Jechaliśmy na prawdziwych drewnianych saniach. Wspaniale się mknęło przez cały ten śnieg. Wokół cisza i tylko dzwonki koni było słychać. W przyszłości na podobną wyprawę w góry muszę zabrać moje dzieci. Na razie mogą zobaczyć wszystko na licznych zdjęciach, które udało się zrobić. Uwielbiam jeździć z moją rodziną w góry i staram się żeby co najmniej dwa razy do roku wybierać się w Karkonosze lub Tatry i pochodzić całymi dniami po naszych pięknych i wysokich górach.