Dzwonki

Na ostatniej lekcji myślałem, że naprawdę już nie wytrzymam. Bolał mnie ząb i to tak cholernie, że nie mogłem skupić się na tych głupich ułamkach.

Jeszcze te głośne dzwonki w telefonach komórkowych. Chcąc nie chcąc, postanowiłem udać się do dentysty. Próbowałem przypomnieć sobie kiedy, to ostatnio gościłem na takiej wizycie. Stomatolog to dla mnie ostateczność, unikałem go jak długo się dało a tu masz ci los… Wolałam słuchać sobie dzwonki. Chwyciłem za ,,komórę” i zadzwoniłem umówić się na wiercenie. Miałem szczęście, bo pani doktor kazała mi przyjść na szesnastą jeszcze tego samego dnia. Sam nie wiedziałem czy to dobrze, czy nie, bo nie zdążyłem nastawić się psychicznie na tę wątpliwą przyjemność.  Bałem się i to porządnie.

Wszedłem do gabinetu, który swoim wystrojem i oprzyrządowaniem przypominał sale tortur. Niejeden chojrak spękałby na moim miejscu. Usiadłem na fotelu i od razu powiedziałem, że chcę znieczulenie a najlepiej podwójne, bo sport ekstremalny mnie nie interesuje. Było nieźle. Udało się załatać mojego zęba a przy okazji dowiedziałem się, że mam jeszcze dwa chore zęby i trzeba będzie zrobić zdjęcia rentgenowskie. Na dowidzenia jako ,,dzielny pacjent” dostałem fajne gratisy w postaci małych past do zębów i nici dentystycznych. Wróciłem do domu i w końcu bezboleśnie mogłem przeżuwać kolację.